Rozmiar: 1393 bajtów       
 
[strona główna]


rejs | w noc | z ognia | wiatr | Ragnarök | sztorm | trzy punkty | nić | zapomnieć | świt | stop | bursztyny | zachód | granica | po co | ocal | nie chcę | że to | znowu długo | balansuję | pożegnanie z... | granat

 

Rejs

Wszystkie barwy i odcienie
Fiolet granat róż zielenie
Toń błękitu zaciemniona
Chmura czarna postrzępiona
Wiatry cienie pędzą w dal
Kradną słońce grzbietom fal

Lądu woń straciła moc
Jacht opływa srebrna noc
Uśmiech losu, morza dar
Skrzydeł szept odmierza czar
Przemijają dni chwilami
Czas żegluje marzeniami

Zapomniany łoskot dział
Dziś pulsuje u stóp skał
Rok dopija lata dni
Zniknie morze wrócą sny
Ciepło świtu taniec fal
Za pociągiem płynie żal.


skocz do góry
 

W noc


Na białych skrzydłach
Pod wiatr płyń
wśród białych grzyw
Pod wiatr płyń
przepłyń szczytem
odpadnij doliną
tnij dziobem fale
Pod wiatr płyń
z podniesionym czołem
na grzbiecie dziewiątej fali
do mlecznej drogi
Pod wiatr płyń
aż srebrny wędrowiec
zmęczony tułaczką
przysiądzie na wantach
słuchając jak wiatr
na takielunku gra
rozmarzony tańcem fal
zapomni o drodze
zostanie na dłużej
znacząc srebrnym śladem
nić kompasu
biegnącą do domu
ognia ciepłego
zielonych traw

Ławica Orla 21.09.1996 - Białystok 01.10.1996 skocz do góry
 

***

z ognia iskierka tli się
czy jej nie zaleje
któraś twoja fala
wzniecona przypadkiem
więc proszę spojrzyj
i rozjaśnij niebo
pozwól mi doczłapać
brzegu najbliższego


skocz do góry
 

***

wiatr rozmazuje krople
zdmuchnięte fale gasną
jasną spłowiałą zielenią
blisko blisko tafli
zachodzi ziemia
wybuchają krople
zapalają wulkany
wybuchają wulkany
na zielono i gasną
aż łagodnieją koła
przeplatane łuki
milkną ukołysane
ciszą


skocz do góry
 

Ragnarök*

Mroku cień dopijał dnia
Śniegi białe poszarzały
Morza zew wtopiony w krew
Nawoływał mnie z oddali

Głazów sznur u morza wrót
Szara tafla , cichy ton- trwały
Mgły tańczące skrajem wód
Bitwy zgiełk wyciszały

Coś w oddali wzrok wabiło
Szare lustro ciągło nogi
Skandynawskie bogi stare
Gdzieś w oddali dęły w rogi

Ułamkami dźwięki grały
Obietnice walk składały
Obietnice sań gotowych
Czekających znaku drogi
Śnieżnych pól nietkniętych stopą

Gdzieś po drugiej stronie mgły
Napłynęły dawne dni
Wyciągnięcie dłoni starczy
Lekkie kroki skrajem cienia
Śpiesz - odchodzi orszak w dal

Zrywa więź dzisiejszych dni
Mleczna mgła przyzywa ciszę
Róg przygody kończy ton
Nie przywoła nigdy tak
Może spłynie nocą w snach

Czemu stoisz - śpiesz szarością
Przemierz kroki taflę morza
Tam jest wolność, wiatry dmą
Tam w oddali dźwięki sań
Dzwoneczkami głębie tną
Coraz dalej, ciszej, lżej ...

* Ragnarök - zmierzch bogów w mitologii skandynawskiej
skocz do góry
 

Sztorm

Morze szturmowało głazy
Falochronu z jednakową
Siłą i zaciętością cały dzień
W nocy białe tabuny morskich
Koni nieubłaganie najeżdżały ląd
Pędziły szczytami i parowami
Dolinami i równinami
Gnały tysiącem wąwozów
Krajobrazami dźwigniętymi
Z morskiej przepaści w ułamku sekund
Trwającymi mgnienie i przetaczanymi
Ku głębiom do dna spokoju
Czarny żywioł zalewał brzeg
Lawinami nowych wciąż nowych
Grzywaczy pieniących wody w mleko
Bastiony lądu głazy szaro-granatowe
Milcząco trwały na straży
Nieustępliwe przyjmowały razy
Bez cienia skargi
Cisza skał odrzucała impet tętniących
Morskich grzyw gubiących
Pasma piany w powietrze
Wiatr porywał wierzchołki fal
Rozpinając słoną mgłę
nad lądem
Dzień i noc pędziły rozhukane
Czarne rumaki tocząc morze
Mlecznych grzyw
Jeździec wiatrów i burz
Z oka cyklonu czerpał siły
I gnał, gnał aż po zatracenie
Smagając wierzchołki fal
Szturmując głazy
Wysyłając słoną mgłę
I pasma piany w powietrze

Allinge 20.09.1996 - Białystok 01.10.1996 skocz do góry
 

***

Trzy punkty łabędzi
w tafli morskich wód
góra brudnych naczyń
i silnika szum
rudy zachód za rufą
setki morskich mil
ciepłe iskry toru
prowadzące dziób
stalowe jęki steru
pod naporem fal
wschód słońca na wantach
w koję ostatni hals
zanim zielonym śpiworem
otuli mocny sen
uśmiech puszczony do łapy
zwieszonej z górnej koi
pora spać

skocz do góry
 

Nić

Myślałam, że to pomost
Solidny, murowany
Tak łatwo bez wysiłku
Można było biec

Smak czwartego wymiaru
Wspaniałe krajobrazy
Pełne nowych barw
I nagle błysk

Spojrzałam w dół
Przepaści ostre kły
Szarpane
Zjeżyły włos

I zaczęłam po pomoście
Stąpać jak po linie
Bo to nić była
Teraz jak wiotka pajęczyna
Ulotną kruchą jawiła

I pytam czy jeszcze kiedyś
Znajdę tyle wiary
By pomost odbudować
Na tej nici kruchej

I pytam skąd tyle siły
By stawić czoła
Nie wiedząc nic
Nie znając drogi

I wędrować krokiem
Lekkim pewnym
Bez wysiłku stąpać
Sztywnych mięśni
Drżących rąk

Jak za dawnych dni
Lat odległych
Zdaje się, że to
Tak niedawno było
Miesiąc, dwa
A jakby lata świetlne
Tak odległe

skocz do góry
 

***

Zapomnieć
i znów wymknę
na białe ścieżki
środkiem lata
Zapomnieć
odejść bez śladów
przed siebie
w chmury sine
niech gwiazdy
spadają na chodnik
za późno
nie mam siły zostać
wracać

skocz do góry
 

Świt

Za oknem czekał ranek
Słoneczne promyki
ciskały świetlne refleksy
malując wzorki na ścianach
Goniły niesforne płoche
berek, berek
Obudziły Pazia królowej
smacznie wtulonego
w belki sufitu
Motyl po słonecznej nici
zatrzepotał w szyby
Otuliłam go dłonią
wypuściłam na świat
Wiatr przynosił zapach jezior
Ciepły błękit odbijał
toń wody niecierpliwą
Słoneczny ptak
szybował nieboskłonem
Zamknęłam oczy
przybiegły Mazury
Przy kei czekał
Czerwony Październik*

*Czerwony Październik - jacht skocz do góry
 

Stop !

Pociągnęłam koniec
wystającej nitki
A ona spruła
Cały świat.

skocz do góry
 

Bursztyny

Kryształki słońcem przetopione
Mienią się bursztynem
Dojrzałe kolorem spadają
Wiatrem wytrącone
W słone głębiny
Świtem fale wynoszą
Na piaszczyste plaże
Zdjęte z chmur bursztyny

skocz do góry
 

Zachód - impresja

Wyciągnięte jak struny
Ogary, konie, sanie
Zaklęte w duchy chmur
Rwą na polowanie

Na ptaka wielkiego
Oślepiającym światłem
Ciepła okrytego

Orszak mgieł i lodu
Nurkuje w gorące
Kolory zachodu

Traci mleczność stroju
Pijąc pomarańcz czerwień
Z purpur wodopoju

Ognisty sokół tłumi
Zapał lotnej sfory
Skrzydła do boku tuli

Pikuje w przepaść wód
Wołając mroczną noc
Czarnego nieba chłód

Hel - Christianso 19.09.96 - Białystok 15.10.96 skocz do góry
 

* * *

Cienka jest granica
jawy, snu
jak pajęcza nić
nie wypowiadaj życzenia
jeszcze czas
nie odchodź
tam może być
zupełnie inaczej
niż się spodziewasz
jednooki los
przeważył
sześć oczek szczęścia
po tamtej stronie
biała nić
układa w pajęczynie
szary świat

skocz do góry
 

* * *

Po co Ci morze
czy choć raz
spojrzałeś za horyzont
czy słoneczny blask
załamujący się na ugłaskanych
wiatrem grzbietach
przyprawił Cię o
bicie serca
choć raz ...

Nie, ty tego nie rozumiesz
lubię mieć wszystko największe
niech stoi i czeka
abym w każdej chwili
mógł powiedzieć moje!

O ironio tyle
rozpalonych głów
zgasło w głębinach
a urzędas przyszedł
zatknął palik
i odhaczył
- moje, nie dotykać

skocz do góry
 

* * *

Ocal
przed tymi którym
wszystko jedno
przed tępym spojrzeniem
którego nic nie ocuci
z powszedniości
wybacz wahadło
góry i doliny
szaleńczy śmiech
były przecież białe noce
ciągnące w białe dnie

skocz do góry
 

Nie chcę następnego dnia

zagubionych ścieżek
nie umiem odnaleźć
gwiazdy bledną
żar kruszy drewno
w popiół
świt się zbliża
zimnymi krokami
jezioro pustki wre
znowu smutek z
mgieł się unosi
nie dam rady
spojrzeć słońcu w oczy
gwiazdy bledną
nie chcę następnego dnia

skocz do góry
 

Że to wspomnienie

dogonił mnie strach
wcale nie wielki
groźny i zły
tylko zwyczajny strach
co zmienia piękne dni
w koszmary
i szum igieł na sośnie
tak złowieszczo brzmi
jeszcze chwilę przed
brzmiał radośnie
i chmury się ciemne
zbiegły na tym
bezchmurnym niebie
jak sępy uparte
wgryzają się w duszy
niepewność
ot całkiem niedawno
było
mgnienie oka zgubiło
pewność
i już Cię nie ma
choć jesteś obok
śmiejesz się
a ja tak się boję
że to wspomnienie
a nie Ty stoisz

skocz do góry
 

Znowu długo...

znowu długo patrzyłam
za horyzont
ze ściągniętymi brwiami
z zastygłą obawą
nie lubię drani
podstępnych czarnych
myśli złych
pustych pełnych
złowrogich cieni
snujących galernicze życie
gdzieś tam
za biegunem
serca
gdzieś tam gdzie
lodem skute przestrzenie
topnieją powoli

skocz do góry
 

***

balansuję na krawędzi
ostatnie nitki strachu
pękają jak cienki lód
delikatnie bez pośpiechu
płomyk wspina się zjeżony
pod skórą czai się gotowość
przed
nadchodzącym nieuniknionym

skocz do góry
 

Pożegnanie z Afryką

Kręte uliczki Starówki
Pastelowe ściany kamienic
Prostokąt rynku z widokiem
Czterech stron świata
Kurant na dachu.

Mury, blanki, łuk bramy
Bruk, kościół Świętej Anny
Sklep kolonialny z półkami
pełnymi zapachu wanilii
cynamonu, imbiru i kawy.

Sprzedawca wonie podaje
waży aromat i miesza
nutę irlandzkiej whisky
bitą pianę Guinnessa
kroplę z gór Abisynii.

I stoję wdychając bukiet
kawowego aromatu
z ozdobną laską wanilii
wiązanką pustynnych wiatrów.

Zamykam oczy i widzę
aromat ciemnych wiśni,
brązowe słoje paciorków
z poematu myśli

skocz do góry
 

Granat

Widziałam z daleka morze
Głębokie granatowe
Wędrowałam dalej
Złote wydmy sypko
zabierały stopom oparcie
Myśli przełożyły granat
fatamorganą , żarem zdrętwiałe
Błędne koło kluczyło
wydeptanymi ścieżkami pustyń
ogłuszone blaskiem
oślepło na granat
Klepsydra pustyni roniła
ziarna bez celu
Wysepki oaz pojawiały się
z rytmicznością chaosu
Cieniem liści chłodem kropli
studziły rozpalone czoło
Ale to były tylko oazy
60 na 60 czasami mniej
jednorazowe płytkie
chusteczki higieniczne losu
Jak bocian w ciepłe kraje
Za głosem morza
napływającym wietrznym
echem bijącego strumyka
odbitego w czerni gwiazd
i błękicie nieba
Stanęłam a dołem
rozpościerał się granat
czysty i chłodny - głęboki
Założyłam kalosze
nonszalancko krokiem
mierząc głębię granatu
Chlupnęło po szyję
wycofałam ciężko ociekającą
odwagę , odciągnęłam dumę
znacząc mokrym śladem brzeg
Siedzę na skraju morza
i nie wiem jak mam je
przebyć w kaloszach
A w ogóle to po co mi kalosze
umiem pływać.

skocz do góry
Autorka: Beata Bogdanowicz.