Świt


Za oknem czekał ranek
Słoneczne promyki
ciskały świetlne refleksy
malując wzorki na ścianach
Goniły niesforne płoche
berek, berek
Obudziły Pazia królowej
smacznie wtulonego
w belki sufitu
Motyl po słonecznej nici
zatrzepotał w szyby
Otuliłam go dłonią
wypuściłam na świat
Wiatr przynosił zapach jezior
Ciepły błękit odbijał
toń wody niecierpliwą
Słoneczny ptak
szybował nieboskłonem
Zamknęłam oczy
przybiegły Mazury
Przy kei czekał
Czerwony Październik

Powrót do Czerwonego Października